Z Osiedla „Słoneczna” wprost do gwiazd

Sobota, 27 czerwca, godzina 10.00. Słońce powoli się rozkręcało i już dawało do zrozumienia, że łatwo nie będzie. Mimo prognozy zapowiadającej wyjątkowo gorący dzień uczestnicy wydarzenia „Kosmiczne popołudnie w Planetarium Śląskim” spotkali się przy Administracji Osiedla „Słoneczna”. Wyposażeni w butelki z wodą wspólnie wyruszyliśmy w stronę stacji ELKI. Przy stacji dołączyła do nas druga grupa z rejonu ul. Złotej. Po krótkim powitaniu byliśmy już w komplecie i mogliśmy rozpocząć naszą kosmiczną przygodę.

Podróż ELKĄ do Planetarium

Do Planetarium postanowiliśmy dotrzeć jednym z symboli Parku Śląskiego,
czyli ELKĄ. Ta kolej linowa działa od 1967 roku, a po gruntownej przebudowie i ponownym uruchomieniu w 2023 roku znów wozi pasażerów nad parkowymi alejkami. Dziś można wybrać przejazd otwartymi kanapami lub zamkniętymi gondolami. Większość uczestników bez wahania wybrała otwarte kanapy. Dzieci, ze względów bezpieczeństwa, musiały podróżować
w zamkniętych gondolach. Powiew wiatru, śpiew ptaków i szum drzew sprawiły,
 że choć na chwilę zapomnieliśmy o upale. Niestety, przejażdżka nie trwała zbyt długo.
Już po chwili szliśmy w stronę Planetarium.

Pokaz pod kopułą Planetarium

 W Planetarium Śląskim przywitało nas przyjemnie chłodne wnętrze. W holu naszą uwagę przyciągnęły dźwiękochłonne obrazy z serii „Echo Kosmosu” autorstwa Doroty Roszkowskiej. Obrazy inspirowane planetami, mgławicami i odległymi galaktykami zostały wykonane z materiałów akustycznych, farb akrylowych i szlagmetalu. Prace nie tylko zdobią wnętrze, ale także poprawiają jego akustykę. Idąc do sali projekcyjnej mijaliśmy podświetlane panele LED z fotografiami NASA oraz Europejskiego Obserwatorium Południowego. Intensywne barwy w połączeniu z przygaszonym oświetleniem holu sprawiały, że fotografie wyglądały jeszcze bardziej efektownie.

Nic dziwnego, że wiele osób zatrzymywało się przy nich, by zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie. W sali projekcyjnej zajęliśmy miejsca w wygodnych, rozkładanych fotelach. Gdy światła powoli zgasły, nad naszymi głowami pojawiło się nocne letnie niebo, a przy dolnej krawędzi kopuły rozciągała się panorama oświetlonych miast.

Na pierwszy rzut oka gwiazd było niewiele. Dopiero gdy podczas pokazu, gdy zgasły światła miast niebo dosłownie wypełniły tysiące gwiazd. W jednej chwili uświadomiliśmy sobie,
jak ogromny wpływ na ich widoczność ma sztuczne oświetlenie. Gwiazdy są przecież widoczne

podczas każdej pogodnej nocy, jednak światła miast skutecznie ukrywają większość z nich. Nad naszymi głowami pojawiła się Droga Mleczna oraz Trójkąt Letni tworzony przez trzy jasne gwiazdy: Wegę, Deneba i Altaira. Poznaliśmy również letnie gwiazdozbiory, między innymi Łabędzia, Lutnię i Orła. Dla wielu osób zaskoczeniem było odkrycie, że Wielki Wóz i Mały Wóz wcale nie są gwiazdozbiorami. To asteryzmy, czyli charakterystyczne układy gwiazd należące do gwiazdozbiorów Wielkiej i Małej Niedźwiedzicy. Nauczyliśmy się także odnajdywać Gwiazdę Polarną, która od wieków pomagała żeglarzom, podróżnikom
i wędrowcom wyznaczać kierunek północny.

Po fascynującej podróży po letnim niebie przyszedł czas na film „Podróż na Marsa: Następny krok”. Pokazywał on przygotowania do pierwszej załogowej misji na Czerwoną Planetę realizowanej w ramach programu Artemis prowadzonego przez NASA.
 Już sam start rakiety to pierwszy z wielu niebezpiecznych momentów misji. Astronauci zajmują miejsca w kapsule umieszczonej na jej szczycie, podczas gdy tuż pod nimi znajdują się ogromne zbiorniki z ciekłym wodorem i ciekłym tlenem wykorzystywanymi jako paliwo rakietowe. Po opuszczeniu Ziemi rozpoczyna się wielomiesięczna podróż w stanie nieważkości. Film pokazał, jak bardzo brak grawitacji wpływa na organizm człowieka. Mięśnie i kości stopniowo słabną, płyny przemieszczają się inaczej niż na Ziemi, dlatego codzienne ćwiczenia są niezbędnym elementem każdej misji. Nawet jedzenie, picie, sen czy zwykłe poruszanie się wyglądają tam zupełnie inaczej niż na naszej planecie.

Film pokazywał również bardziej przyziemne aspekty życia w kosmosie. Ziggy, mały materiałowy astronauta, w przystępny i zabawny sposób wyjaśniał, dlaczego w kosmosie bekanie wygląda inaczej niż na Ziemi. W stanie nieważkości gaz nie oddziela się od pokarmu i płynów znajdujących się w żołądku, dlatego zamiast zwykłego beknięcia mogłoby dojść
do cofnięcia się również jego zawartości. Ziggy puszczał kolorowe bąbelkowe bąki, rozbawiając nie tylko dzieci, ale również dorosłych.

Na zakończenie filmu przenieśliśmy się na powierzchnię Marsa. Rozległe kratery, skute lodem obszary i surowy krajobraz Czerwonej Planety przypominały, jak niezwykły, ale jednocześnie wymagający jest to świat. Naukowcy nieustannie poszukują tam śladów dawnego życia, próbując odpowiedzieć na jedno z największych pytań współczesnej nauki: czy na Marsie kiedykolwiek istniało życie?

Interaktywna ekspozycja „Astronomia”

Z sali projekcyjnej zeszliśmy na niższy poziom Planetarium. Tam uczestnicy zostali podzieleni na trzy grupy, a każda z nich wraz z przewodnikiem rozpoczęła zwiedzanie interaktywnej ekspozycji „Astronomia”. Przewodnik opowiadał między innymi, jak powstaje tęcza, o wpływie różnych źródeł światła na jej wygląd oraz o Słońcu, cyklu życia gwiazd i tym, co pozostaje po ich śmierci. Przy jednym z interaktywnych stanowisk mieliśmy okazję przekonać się, że lot statku kosmicznego nie przebiega po prostej linii. Naszym zadaniem było wprawienie metalowej kulki w ruch tak, aby odtworzyła trajektorię lotu w kształcie ósemki. Jak się okazało, było to znacznie trudniejsze niż wyglądało i tylko nielicznym udało się poprawnie wykonać zadanie.

W centralnym punkcie ekspozycji znajdował się projektor gwiazd firmy Zeiss. Przez 63 lata tworzył na kopule Planetarium Śląskiego realistyczny obraz nocnego nieba. Dziś, mimo że nadal jest sprawny, pełni już rolę eksponatu i można go oglądać z bliska wraz z oryginalnym drewnianym pulpitem sterującym. Na zakończenie czekał na nas spacer wśród gwiazd w okularach 3D. Przez kilka minut mogliśmy niemal znaleźć się pośród planet, gwiazd i innych obiektów Wszechświata. Iluzja była tak realistyczna, że niektórzy odruchowo wyciągali ręce, próbując dotknąć unoszących się przed nimi gwiazd.

Trudno było o lepsze zakończenie naszej wizyty. Wygląda na to, że w Planetarium czas płynie własnym, kosmicznym rytmem. Upływ kilku godzin poczuliśmy dopiero w nogach. Jedno jest pewne: na jednej wizycie ta przygoda się nie skończy, więc… Planetarium Śląskie… I’ll be back!atarzyna Dors

Katarzyna Dors

Sekretarz Rady Osiedla „Słoneczna”